Niewybuch w środku miasta

24 września br. o godz. 16.42, służba dyżurna Stanowiska Kierowania KP PSP w Lubaniu odebrała niecodzienne zgłoszenie. W centrum miasta, w trakcie prowadzonych praco drogowych, natrafiono na szczególną „pamiątkę” z czasów II wojny światowej. Jest nią niewybuch – pocisk moździerzowy produkcji radzieckiej. Zazwyczaj w takich przypadkach sprawa jest dość prosta. Wezwany patrol saperski zabiera groźny przedmiot i w miejscu bezpiecznym, najlepiej na poligonie następuje kontrolowana eksplozja.

            Tym razem jednak sprawa się skomplikowała. Saperzy orzekli bowiem, że z uwagi na stan techniczny pocisku lepiej go nie ruszać z miejsca, bo może to źle się skończyć. I to nie tylko dla żołnierzy, ale także osób postronnych, ponieważ w przypadku eksplozji odłamki pocisku rażą w promieniu 300 metrów. A przecież to jest środek miasta. Wokoło domy mieszkalne, urzędy, sklepy etc. Co więcej tuż obok przebiegają tory, po których jeżdżą pociągi osobowe. Słowem, trzeba zmobilizować wszystkie siły i środki, aby skutecznie i bez strat pozbyć się groźnego znaleziska.

            Właśnie dlatego do działań, obok policjantów, służby zarządzania kryzysowego, ratowników medycznych, strażników miejskich, zmobilizowano także strażaków. Zgodnie z decyzją saperów jedynym rozwiązaniem problemu jest dokonanie eksplozji pocisku, ale nie na poligonie i daleko od ludzkich domostw, lecz na miejscu, czyli w środku miasta. Żeby jednak maksymalnie ograniczyć skutki takiego wybuchu trzeba znalezisko otulić workami z piaskiem i dodatkowo specjalnym kloszem.

            Takie rozwiązanie powinno spowodować, że na skutek eksplozji odłamki utkną w tych workach. Oczywiście siła rażenia pocisku jest ogromna i dlatego tych worków z piaskiem, udostępnionych z magazynów służb zarzadzania kryzysowego trzeba sporo. Ostatecznie ułożono ich aż 60. Na tym jednak nie koniec, ponieważ mimo wszystko, w celu zabezpieczenia ludności przed możliwymi konsekwencjami „wybuchowej operacji”, podjęto też dodatkowe, niezbędne środki ostrożności. Z okolicznych domów, sklepów i urzędów ewakuowano blisko 2,5 tysiąca osób, wstrzymano też ruch pociągów. Specjalne strefy przygotowano dla osób objętych kwarantanną.

            Po takich przygotowaniach, przeprowadzonych z aktywnym udziałem lubańskich strażaków, pozostało tylko pilnować, żeby wszystkie zarządzenia i decyzje były respektowane, no i czekać na wyznaczoną na dzień 25 września br. godzinę zero, czyli 10.00. Punktualnie bowiem o tym czasie pocisk moździerzowy powinien przestać istnieć i komukolwiek zagrażać. I tak też się stało, dzięki czemu ulice ponownie zaroiły się od ludzi, a robotnicy prowadzący remont mogli wrócić do dalszego budowania i upiększania miasta.

Tekst Lech Lewandowski. Fot. arch.