Kolejna śmierć w wodzie

29 lipca br. w Mysłakowicach pow. jeleniogórski, na tamtejszej żwirowni doszło do kolejnej tragedii podczas kąpieli. 14 letni chłopak, który wskoczył do wody, po przepłynięciu około 20 metrów, nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Licznie wypoczywające osoby na brzegu zgodnie uznały, że świetnie pływający chłopak po prostu się wygłupia. Tymczasem wkrótce okazało się, że jego nieskoordynowane ruchy wiązały się z próbami ratunku przed utonięciem.

            O zdarzeniu strażacy zostali powiadomieni o godz. 18.17, a na miejscu zdarzenia byli o 18.31. Natychmiast też podjęto działania poszukiwawczo – ratownicze. Świadkowie twierdzili bowiem, że dosłownie chwilę wcześniej widzieli chłopca szamotającego się w wodzie. Dwóch strażaków natychmiast popłynęło do wskazanego przez świadków miejsca. 

Niestety, ponieważ głębokość wody sięgała 5 m., a w dodatku panowała bardzo słaba widoczność, nie udało się im natrafić na poszkodowanego. Równolegle poszukiwania prowadzono z łodzi wzdłuż linii brzegowej, także bez rezultatu. Dopiero o godz. 19.45 jeden z nurków Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno – Nurkowego natrafił na ciało topielca.

            Przybyły na miejsce zdarzenia Zespół Ratownictwa Medycznego przez ok. 40 minut prowadził akcję resuscytacyjną, która jednak nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Lekarz stwierdził zgon chłopca. Wraz z tą tragedia powróciły też pytania o jej przyczyny. Przypomniano, że ten zbiornik poprzemysłowy jest objęty całkowitym zakazem kąpieli, co m.in. oznacza, że nie ma tu ratowników. Jest też bardzo niebezpieczny, ponieważ na jego dnie znajdują się resztki maszyn i różne metalowe pręty, a ponadto dno jest zdradliwe, pełne poeksploatacyjnych dołów.

            Wszystko to razem składa się na okoliczności, które powinny uzmysławiać wszystkim istniejące potencjalne niebezpieczeństwa i skłaniać do zachowania zdrowego rozsądku.