Na dwa fronty

Koronawirus spowodował, że nasze codzienne zżycie uległo diametralnej zmianie. W odpowiedzi na wzrost zagrożenia ze wszystkimi tego dramatycznymi konsekwencjami, nastąpiło znaczące wzmożenie działań ratowniczych. Dotyczy to służb medycznych, ale także innych, w tym strażaków PSP i OSP. Ich rola jest przy tym szczególna. Niezależnie bowiem od aktywnego udziału w walce z zagrożeniem ze strony wszędobylskiego koronawirusa, strażacy musza wykonywać swoje codzienne obowiązki. Te zaś są związane głównie z gaszeniem pożarów czy ratowaniem życia uczestników wypadków drogowych.

            W tej palecie zadań ratowniczych, są niestety i takie, do których na dobrą sprawę w ogóle nie powinno dochodzić. Chodzi oczywiście o pożary świadomie wzniecane przez podpalaczy. W takich sytuacjach konieczne jest podejmowanie trudnych decyzji – czy jechać działań ratowniczych związanych z walką z pandemią czy też jechać do pożaru np. łąki lub lasu.

            O skali tego rodzaju problemów świadczą tegoroczne statystyki. Z danych wynika, że tylko do połowy kwietnia na Dolnym Śląsku odnotowano 101 pożarów lasów i 873 pożary traw. W okresie Świąt Wielkanocnych dolnośląscy strażacy wyjeżdżali 146 razy do pożarów traw. Wszędzie tam, gdzie wyrastały słupy ognia musieli jechać i walczyć z nimi.

Oczywiście taki pożar nierzadko zagraża gospodarstwom, a nawet życiu ludzi i zwierząt. Z drugie strony tej wiosny jest przecież szalejący wirus, którego również trzeba zwalczać np. poprzez prowadzenie dezynfekcji, czym często zajmują się właśnie strażacy PSP i druhowie OSP. Co w takich sytuacjach wybrać? Niestety, dobrych odpowiedzi nie ma.

Trzeba też zaznaczyć, że do konkre5nej akcji angażowane są nierzadko znaczne siły i środki. Dla przykładu 12 kwietnia br. w Krośnicach pow. milicki do ugaszenia pożaru suchej słomy porozrzucanej na polu (baloty), trzeba było zadysponować aż 18 strażaków.  A to oznacza, że nie było ich w innym miejscu, kiedy trzeba było np. dowozić żywność potrzebującym, prowadzić dezynfekcję zakażonych obiektów itp.

O specyfice działań ratowniczych prowadzonych przez strażaków w obecnym czasie walki z koronawirusem, świadczą np. strażackie interwencje na drogach. Są one obecnie obarczone zupełnie nowym ryzykiem. Oto 11 kwietnia br. w Wałbrzychu doszło do wypadku drogowego z udziałem samochodów osobowych. Oprócz normalnych działań strażacy musieli przeprowadzić z uczestnikami zdarzenia wywiad epidemiologiczny. Przydatna z punktu widzenia walki z zagrożeniem wirusem jest bowiem wiedza czy poszkodowani nie przebywali poza granicami kraju, czy nie maja objawów zakażenia np. podwyższonej temperatury, a także czy nie są objęci kwarantanna.

Tego rodzaju działania unaoczniają ryzyko, na jakie strażacy są narażeni. To ryzyko wzrasta, jeżeli np. trzeba ewakuować z uszkodzonego samochodu pasażera, który jest zarażony wirusem, albo gdy uczestnik zdarzenia nie mówi prawdy. A tak się również zdarza.

Obecny czas epidemii jest więc trudny i to z wielu względów. Dla strażaków oznacza to i zwiększony wysiłek i większe niż dotąd ryzyko dla własnego zdrowia i życia. Szkoda, że tę trudną, a bywa wręcz dramatyczną sytuację potęgują działania nieodpowiedzialne, a takimi są m.in. podpalenia traw i lasów lub utajanie przed ratownikami ważnych informacji o możliwym zakażeniu. (L)