Połowiczna satysfakcja ratowników

 Ta akcja ratownicza oleśnickich strażaków od samego początku była nietypowa i budząca rozmaite wątpliwości. W chwili, kiedy 1 lipca około godz.20.00 służba dyżurna Stanowiska Kierowania KP PSP w Oleśnicy odebrała zgłoszenie o topiącej się kobiecie, wszystko wydawało się oczywiste. Trzeba natychmiast jechać na ratunek. W tego rodzaju przypadkach czas jest bezcenny, bowiem o życiu tonącego decydują wręcz sekundy.

Tymczasem tuż po przyjęciu zgłoszenia, strażaków zaskoczyła informacja, że osoba powiadamiająca o zdarzeniu będzie czekać na strażaków w… okolicach stacji paliw w Oleśnicy. Strażacy, choć zdziwieni, najszybciej jak to było możliwe, udali się na wskazane miejsce, gdzie rzeczywiście czekał na nich zgłaszający zdarzenie. On to jadąc swoim samochodem pilotował strażaków do stawu znajdującego się poza miastem na prywatnej posesji.

Droga dojazdowa okazała się nieutwardzona i bardzo grząska, co miało wpływ na szybkość jazdy i czas dotarcia do tonącej kobiety. Udało się jednak pokonać przeciwności i strażacy po przybyciu na miejsce zdarzenia, błyskawicznie chcieli przystąpić do akcji ratowniczej. Tu jednak czekała ich kolejna niespodzianka, ponieważ kobieta, która tonęła, leżała na trawie. Ratownicy stwierdzili, że jest przytomna, ale ma trudności z oddychaniem i udzielili jej wsparcia psychicznego oraz zastosowali tlenoterapię.

Tymczasem o zdarzeniu powiadomieni zostali także funkcjonariusze ZRM. Niestety poruszający się samochodem ZRM nie poradził sobie z dotarciem po bardzo grząskiej drodze do miejsca zdarzenia. W tej sytuacji strażacy pojechali naprzeciw i przetransportowali ratownika medycznego do leżącej kobiety. Ta jednak odmówiła zabrania do szpitala, twierdząc, że czuje się już dobrze.

W drodze powrotnej samochód strażacki „zakopał” się w grzęzawisku na drodze. Konieczne okazało się wezwanie pomocy. Ostatecznie na miejsce przyjechał ze wsparciem zastęp strażaków z OSP Ligota Mała. Nic więc dziwnego, że kiedy strażacy wrócili do jednostki, mieli jedynie połowiczne poczucie dobrze spełnionego ratowniczego obowiązku. Jednak z drugiej strony, gdyby nie pojechali do tego wezwania, a doszłoby do tragedii, to nigdy by sobie tego nie wybaczyli.

A zatem czy w tej sytuacji nie było dobrego rozwiązania? Pewnie było, ponieważ wystarczyło, aby np. sąsiedzi, którzy pomogli kobiecie wydostać się z wody, powiadomili służby, że sytuacja jest opanowana i odwołali wezwanie o pomoc.  A wówczas strażackie i medyczne zespoły mogłyby prowadzić działania ratownicze w innym miejscu, gdzie ich pomoc była nieodzowna. Bo przecież rozmaitych zdarzeń wymagających ratowniczej interwencji jest wiele.

Stało się inaczej i właśnie z takich względów, wyjaśnieniem okoliczności sprawy zajęła się Policja.

Tekst Lech Lewandowski

Fot. Moja Oleśnica.Pl.

 

 

 

 

 

 

 

.