W sukurs młodszym braciom

Nader rzadko mówi się o tej sferze ratowniczej działalności strażaków, mimo, że niemal każdego dnia w meldunkach z akcji są i te, dotyczące naszych braci młodszych, czyli zwierząt. A zatem jakkolwiek patrzeć jest to istotna część aktywności ratowniczej. Warto też ten fakt odnotować choćby dlatego, że w związku z projektami ustaw dotyczących lepszej niż dotąd ochrony praw zwierząt, temat jest bardzo „na czasie”.

Przykładów prosto z życia, czyli przeprowadzonych strażackich akcji ratowniczych, też nie brakuje. Oto 20 września br. w Bolkowie w tamtejszym zbiorniku wodnym pewien wędkarz, który spodziewał się złowić dorodnego szczupaka, upolował na wędkę… kaczkę. Wezwani strażacy, zgodnie z przepisami zabezpieczyli teren działań, po czym zwodowali łódkę i uwolnili zaplątanego w żyłkę ptaka.

Do częstych zdarzeń wymagających strażackiej pomocy należą te z udziałem kotów. Sympatyczne dachowce co rusz pakują się w rozmaite przygody na wysokości. A potem miałczą żałośnie wzywając pomocy. Wówczas rad nie rad, zaalarmowani strażacy jadą samochodem strażackim, sprawiają drabinę i ewakuują takiego nieszczęśnika w bezpieczne miejsce. Ostatnio 21 września we Wrocławiu trzeba było ściągać mocno zestresowanego futrzaka z drzewa, ale często są to właśnie parapety okien na wysokich piętrach czy dachy.

Bywają też sytuacje bardzo dramatyczne, kiedy podczas pożaru budynku odcięte od drogi ucieczki są koty, psy, kanarki czy inne ukochane przez właścicieli zwierzaki. Tak było podczas niedawnego pożaru budynku w Chojnowie, gdzie strażacy uratowali nie tylko odciętych od drogi ewakuacji ludzi, ale i … kota. W Legnicy 20 września br. do jednej z niezabezpieczonych studzienek na terenie opuszczonego szpitala wpadł pies. Zwierzę znajdowało się ok. 5 metrów poniżej poziomu terenu, bez możliwości samodzielnego wydostania się z pułapki.

Pomogli strażacy, którzy tym razem musieli użyć podczas akcji technik alpinistycznych. Po sprawdzeniu studzienki pod kątem obecności gazów i substancji niebezpiecznych, ratownik zabezpieczony w uprząż asekuracyjną mógł zejść pięć metrów poniżej do zwierzęcia. W tym celu trzeba też było rozstawić trójnóg. W końcu zwierzę podpięto do układu wyciągowego i dopiero wówczas bezpiecznie ewakuowano na powierzchnię, gdzie czekał już zestresowany właściciel pechowego psiaka.

Ratowanie zwierząt uwięzionych w studniach, dołach, zakleszczonych w sztachetach płotów, to dla strażaków, jak Polska długa i szeroka, zdarzenia niemal nagminne. Nierzadko też żywiołowe są reakcje właścicieli uratowanych przez strażaków zwierząt. Ich gorące podziękowania, a z drugiej strony częstotliwość tego rodzaju zdarzeń, świadczą o tym, jak ważne w odczuciu społecznym jest prowadzone przez strażaków ratownictwo nie tylko ludzi, ale też zwierząt. I choć z rzadka o tym się mówi i pisze na portalach, to niemal codziennie tego rodzaju akcje są odnotowywane w strażackich meldunkach.

Tekst i zdjęcie Lech Lewandowski